Zima miejska - Wikiźródła, teksty i materiały źródłowe

Zima miejska

Z Wikiźródeł, repozytorium wolnych materiałów źródłowych
 

Skocz do: nawigacji, wyszukiwania

 Przeszły dżdże wiosny, zbiegło skwarne lato,
I przykre miastu jesienne potopy,
Już bruk ziębiącą obleczony szatą,
Od stalnej Fryzów niekrzesany stopy.

 Więzieni słotą w domowej katuszy,
Dziś na swobodne gdy wyjrzym powietrze,
Londyński pojazd turkotem nie głuszy,
Ani nas kręgi zbrojnymi rozetrze.

 Witaj, narodom miejskim poro błoga!
Już i Niemeńców i sąsiednich Lechów
Tu szuka ciżba tysiącami mnoga,
Zbiegłych Dryadom i Faunom uśmiechów.

 Tu wszystko czerstwi, weseli, zachwyca,
Czy ciągnę tchnienie, co się zimnem czyści,
Czy na niebieskie zmysł podniosę lica,
Czyli się śnieżnej przypatruję kiści.

 Jedna z nich pływa w niepewnym żywiole,
Druga, ciężarem sporsza, już osiadła;
Tą wiatr poleciał stwardniałe kryć role,
Albo pobielić Wiliji zwierciadła.

 Lecz kogo sioło dzisiejsze uwięzi,
Zmuszony widzieć łyse gór wiszary,
Grunt dziki, knieję nagiemi gałęzi
Nie silną zimne podźwignąć ciężary:

 Taki, gdy smutna ciągnie się minuta,
Wreszcie zmieniony kraj porzuca z żalem,
I dając chętnie Cererę za Pluta[1],
Pędzi wóz ku nam ciężarny metalem.

 Tu go przyjmują gościnne podwoje,
Rzeźbą i farbą odziany przybytek,
Tutaj rolnicze przepomina znoje
W pieszczonem gronie czarownych Charytek[2].

 Na wsi, zaledwie czarna noc rozrzednie,
Każe wraz Ceres[3] wczesny witać ranek;
Tu, chociaż słońce zajmie nieba średnie,
Pod atłasowych śpię cieniem firanek.

 Lekkie nareszcie oblokłszy mankiny,
Modnej młodzieży przywoływam koło;
Strojem poranne zbywamy godziny,
Albo rozmową bawim się wesołą.

 Ten w lśniący kryształ włożywszy oblicze,
Wschodnim balsamem złoty kędzior pieści;
Drugi stambulskie oddycha gorycze,
Lub pije z chińskich ziół ciągnione treści.

 A gdy godzina dwunasta nadbieży,
Wraz do ślizkiego wstępuję powozu;
Sobol lub rosmak moje barki jeży,
I suto zdobiąc, nie dopuszcza mrozu.

 Na sali orszak przywitam wybrany,
Wszyscy siadają za biesiadnym stołem,
W kolej ślą pełne smaków porcelany,
I sztucznym morzą apetyt żywiołem.

 Pijemy węgrzyn mocny setnem latem,
Wrą po kryształach koniaki i poncze;
Płci piękna gasi pragnienie muszkatem,
Co dając rzeźwość, myśli nie zaplącze.

 A gdy się trunkiem zaiskrzą źrenice,
Dowcipne, czułe, wszystkim płyną słowa
Niejeden uwdzięk zarumieni lice,
Niejedna wzrokiem zapala się głowa.

 Nareszcie słońce zniżone zagasło,
Rozsiewa mroki dobroczynna zima;
Boginie dają do rozjazdu hasło,
Zagrzmiały schody i już gości niéma.

 Którzy są z szczęściem poufali ślepem
Pod twój znak idą, królu Faraonie,
Lub zręczni lekkim wykręcać oszczepem,
Pędzą po suknach wytoczone słonie.

 A gdy noc ciemne rozepnie zasłony,
I szklanem światłem błysną kamienice,
Młodzież, dzień kończąc wesoło spędzony,
Tysiączną sanią szlifuje ulice.
 1818.

[edytuj] Przypisy

  1. Dawać Cererę za Pluta — sprzedawać zboże za pieniądze.
  2. Charyty były to boginie wdzięku; charytkami nazywa tu poeta baletnice.
  3. Ceres — bogini rolnictwa.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora.




romet kadet sprzedam katalog szafki łazienkowe Niezaleznosc nie tęskniący za nikim uroda tartak
ciekawe
Niezapomniana impreza firmowa, czyli jak
Może nad nasze morze
estate