Wesele (Norwid) - Wikiźródła, teksty i materiały źródłowe

Wesele (Norwid)

Z Wikiźródeł, repozytorium wolnych materiałów źródłowych
Skocz do: nawigacji, wyszukiwania

I
Po dwóch salonu stronach komnaty w półcieniu,
Z których na ogród wielkie podwoje otworem —
Szerokie wschody — wazy rzezane w kamieniu,
Ociekające roślin pnących się doborem —
Noc księżycowa-zapach akacji-szmer wody
Dalekich kaskad, które wilgocą ogrody...
To nietańczących przystań!

...Tańczący, przeciwnie,
W całej wszech-tęczy blasku oczy swe kąpali,
Każdy się w stu zwierciadłach oglądał naiwnie;
Śmiechów, brylantów, drobnych grzecznostek, opali,
Westchnień, szmaragdów, kwiatów fałszywych, rumieńców,
Atłasów białych... chaos!... Chciałem dodać: wieńców,
Dla rymu-ale wieniec jeden był... jedyny...
A wieniec panny młodej, wieczoru królowej:
— Kto widział go, ten widział mirt i dwa jaśminy,
Obejmujące czoło posągu Canovy,
A kto ten posąg widział, ten przypomniał pewno
Z życia Canovy oną śmieszną rzecz i rzewną,
Jak brał łachmany na się i sakwy podróżne,
Stając, gdzie Hebe jego dawała jałmużnę.
— Spóźniony Grek!... daninę widział chrześcijańską
Jak nektar bogom lany, i z swojej Wenecji
Poglądał na świat, rzekłbym, przez szybę pogańską
(Gdyby nie anachronizm szyb w klasycznej Grecji...)

Lecz mniejsza o to — idzie tu o pannę młodą,
Że przypomina Hebę Canovy urodą
I że ma wieniec z mirtu, a ulotną szatę,
Której mgłę gwiazdy gęsto spinają bogate,
I że zwierciadła z tego bardzo są szczęśliwe,
Oddając sobie wzajem arcydzieło żywe.

II
Początki tego, co dziś balem się nazywa,
Różne są, w czym bogactwo i smak się odkrywa,
Lecz wszystkich balów środek zawsze jest ten samy,
A koniec jak komedii, tragedii lub dramy:
Jeśli komedii, koniec jest na samym końcu,
Jeśli dramy, to koniec jest o rannym słońcu,
Jeśli tragedii, wtedy koniec w środku bywa —
I wpada rycerz, piękność zemdloną porywa,
A koń go wierny zbawia od strasznej pogoni —
Pan-młody mnichem-ojciec klnie albo łzy roni...

Wszystko jest przewidziane na wszelki przypadek,
Jak wieniec z mirtu, metryk dwie, drużka i świadek,
I rzadko dzisiaj rycerz wpada nieczekany
Z czarnym na hełmie piórem... Częściej kto na boku
Pomodli się i lekki ból poczuje w oku,
I da jałmużnę nędzy przypadkiem spotkanej,
Której powiedział anioł: „Stój u tamtej ściany.”
— Częściej kto rylcem sobie zapisze stalowym:
„Dziś się narodził człowiek z rozumem światowym”—
I pyszny jest, i mówi: „Siebie zwyciężyłem —
Człek jest śmiertelny — życie chwilką — ja czym? — pyłem —”
I idzie szukać równych, by jasno powiedział,
Czego się sam od siebie jak na złość dowiedział...

III
Że rzadkie są porwania, zwłaszcza u narodów,
Co, zniósłszy klas różnicę, pozywają za to —
I długie stąd regestra świadków a powodów,
Długi rzeczników z tego dyjalog za kratą,
Piór zgrzyty i biretów podrzucania gniewne:
Co wszystko jest zarówno logiczne, jak rzewne;
Że już w arystokrackiej Anglii ledwo bywa
Ten bunt, ta monstrualność (powiedziałbym) tkliwa;
By więc utile dulci złączyć bez kłopotu.
Po ślubie i po balu słychać róg pocztowy,
A w kryte bramy powóz wpada na kształt grzmotu,
Z czego jest rozruch w izbie czeladzi zamkowej.
Tu, tam, z światłami w ręku biegną przez krużganki,
I to ma niby pewny efekt niespodzianki...
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

IV
Wszelako, aby powieść wolne miała pole,
Nie uprzedzajmy zdarzeń zawsze dość szczególnych
I cieszmy się, że tańczą na płaczu padole,
Bo sporo jest umartwień i żałób ogólnych,
Bo w pewnym względzie cnotą wesołość swobodna,
Gdy rola czasów krwawo orze się, niepłodna...
— Biada duchom i takiej społeczności biada,
Gdzie człowiek karci uśmiech i za grób odkłada,
Jakby sąd-ostateczny mógł być uprzedzony
W całej potędze swojej przez kilku sensatów
I jakby łzy nie miały sperlić się w korony,
A śmiechów wiele w siano uwiędniętych kwiatów...
— Jakbyśmy już najjaśniej znali, co wesołe,
A co bolesne?... biedne, my, anioły chore,
Kwiat, kamień świetny musim kłaść na skronie gołe,
Żeby do-pięknieć, zrównać... ubranym w pokorę!...
Żeby do-ważyć jakiejś niewidzialnej ceny,
Radości — jakiejś, którą zasłoniły treny...

V
Tańczą więc jak w najlepsze, a północ już biła,
I biła pierwsza, druga po niej nastąpiła
I trzecia się przeważa w przeszłość... a na chórze
Ten, owy skrzypek nutę upuści fałszywą,
Potem się ocknie, hardo postawi naturze,
W imię chybionej sławy poprze smyk co żywo,
Dopędzi cało-toku, a harmonii prawo
Raduje się jak owcy zbłąkanej poprawą...

VI
Patrząc zaś z chóru, widzisz Olimpu władanie,
I jak Esencje rządzą śmiertelnych krokami,
I jak śmiertelni swoje szerzą panowanie...
— Muzyka duch papieru kilka kart poplami,
Nie mogąc zdążyć z góry lecącym natchnieniom —
Wraz się zbiegają skrzypki, basetle, trombony,
Testament martwy gwałtem wykradają cieniom,
I spada akord... listki mirtowej-korony
Drżeć poczynają niby oazis zwodnicza,
Niby płynąca wyspa na stubarwnej fali —
Trytonów, nimf półszepty— radość tajemnicza —
Wyspa płynie... i morze dokoła się pali!...

VII
Lecz czas jest, by czytelnik przypatrzył się z bliska
Państwu młodym, a wreszcie zaznał i nazwiska,
Lubo o sercach głównie mówić tu przystoi,
Które są pełne zalet, a miłość je stroi
Jak arfy dwie o złotej siatce strun, tak drżącej,
Że widzisz tylko jeden obłok gorejący...
— Bogactwa równe, imion też same zaszczyty,
A młody-pan urodą z lekka przypomina
Onego Endymiona, Protogenii syna,
Kiedy wstępował nocą na Latmosu szczyty.
Też same oczy nawet, z grecka przedłużone,
I wolny gest-pasterski kij albo koronę,
Albo miecz, albo ubiór daj mu najmniej zdobny,
Czujesz, że zawsze będzie do siebie podobny...
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

VIII
Otóż i koniec balu... a gości kaskada
Przy krzyku woźnic z szmerem po wschodach się zsuwa;
Tu, ówdzie kwiat z warkoczy zawiązanych spada,
Skoro się kaptur na nie posępny zazuwa—
Niekiedy skrzypce jękną w pudła zamykane—
Oknem niedoperz wleci, lub ćmy zabłąkane
Dokoła gałęzistych zatoczą świeczników,
Jakby smętarnych przyszły próbować ogników...
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

IX
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
„Powóz czeka — na willi wszystko w pogotowiu,
Słowik w akacjach śpiewa, i księżyc na nowiu,
A ówdzie — patrz — co wiejską uprzyjemni ciszę:
Podróżny ołtarz — nuty — i ten szereg tomów
Mniejszych i większych, niby organów klawisze.
Ciche, pełne utęsknień, łez, jęków i gromów...”

„W ołtarza skrzydłach nasi Aniołowie-stróże.”

„Ten trzyma krzyż, a tamten trzyma białą różę...”

„Książki te, kto są?...”

„...Różni znajomi — poczciwi —
Oto na przykład Gustaw, z listkiem swym na czole.
Tłumaczy Księdzu, ludzie jak wielce są tkliwi!...
To — Komorowska Maria — Wacław i pacholę...
To Werter — to T. A. O. Bruno — to Mazepa —
A to, co Chopin pisał po podróży swojej...”

„A ów tom na uboczu, co samotnie stoi...
Drukiem drobnym jak czarno rozesłana krepa?”

„To... Torquat i Lamenty jego przez Byrona...”

„A to — co to jest?...”

„...Twoja — mirtowa korona,
Którą przed chwilą jeszcze widziałem na czole...”

„Każ, niech zostanie na tym marmurowym stole.
A teraz — jedźmy...”

...Trąbka zagrała pocztowa.
Podkowy brzękły — więcej nie słyszałem słowa...


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora.




zarządzanie informacją Nocne, nielegalne wyścigi uliczne us school list bajki przeprowadzki Ruda Śląska fisher price
Bałtyckie domki są dla wypoczynku i impr
Zgrany zespół podstawą sukcesu
organizacja wypoczynku
kreozotowy