Poezye wydanie zupełne, krytyczne tom I/Z wiejskiej szkółki - Wikiźródła, teksty i materiały źródłowe

Poezye wydanie zupełne, krytyczne tom I/Z wiejskiej szkółki

Z Wikiźródeł, repozytorium wolnych materiałów źródłowych
Skocz do: nawigacji, wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Maria Konopnicka
Tytuł Poezye wydanie zupełne, krytyczne
Podtytuł Z wiejskiej szkółki
Pochodzenie Poezye wydanie zupełne, krytyczne tom I
Data wydania 1915
Wydawnictwo Nakład Gebethnera i Wolfa.
Drukarz O. Gerbethner i Spółka
Miejsce wydania Warszawa, Lublin, Łódź, Kraków
Link do strony indeksu
LII. Z WIEJSKIEJ SZKÓŁKI.

Wiosenny powiew, co kwiatów na łące

Zbudził kielichy,

Usta jej zimne, pobladłe, milczące

Całował cichy.

Lekuchnem drżeniem przejmował zasłony

Czarnej sukienki

I pęk róż dzikich i wianek zielony

W głowach trumienki...

Cicho szeleszcząc przez powój i rąbki

Białych firanek,

Nienakarmione wypłaszał gołąbki

Na pusty ganek...

Otwartem oknem jaskółka wleciała

Z pieśnią majową

I czarnem skrzydłem mignęła, jak strzała,

Nad martwą głową.

Gromnica błyski zimne, jak łzy cudze,

Rzucała drżąca,

Ruchomą plamą czerwieniąc się w smudze

Złotego słońca.

Nikt się nie modlił, nikt we łzach nie klęczał

Przy tej trumience...

Nikt się z tą bladą nie żegnał, nie jęczał,

Złamawszy ręce...

I tylko Chrystus wyciągał ramiona

Z krzyża boleśnie,

I tylko pliszka, z gałązki spłoszona,

Nuciła pieśnie...


Nagle z kościółka rozgrzmiały się dzwony,

Przeciągłe, łzawe,

A las zaszumiał w chór sosen zielony

Śmiertelne »Ave«...[1]

Na łąki idąc ze świtem i rosą,

Wiejska gromada

Stanęła w progu, ten z sierpem, ów z kosą,

Jako wypada.

Pod przyźbą stoi, oparta pod brodę,

Znachorka siwa,

Wróżąc sąsiadkom na lny ich pogodę,

A deszcz na żniwa...

Młode wieśniaczki z oczyma suchemi

Wzdychają głośno,

A dziad zawodzi, zasiadłszy na ziemi,

Pieśnię żałosną.

Wtem śmiech wybuchnął kaskadą wesołą:

To dziatwa wioski,

Co się zebrała przed pustą dziś szkołą,

Gwarząc bez troski...

Śmierć z swym spokojem ustąpić musiała

Przed życia ruchem...

I tak zasnęła ta cicha i biała

Wśród obcych duchem.


O lesie ciemny! O smutne wy dzwony!

Kogo żegnacie?

Gdzie jest jej matka? Gdzie ojciec rodzony?

Gdzie bracia w chacie?

— Rodzona matka — to ziemia, co płowy

Plon żyta dała...

— Ojciec rodzony, to lud ten wioskowy...

Tak go kochała!

— Rodzone siostry i bracia rodzeni,

To wiejskie dziatki,

Te, które wiodła do światła od cieni

Z uczuciem matki.

Młoda żniwiarka na wspólnych prac niwie

Stanęła śmiało

I snop swój ciężki wiązała cierpliwie

Przez dobę całą.

Choć nikt zachęty nie ozwał się słowem,

Nie dał pomocy,

Trwała tak, stojąc, na polu jałowem

Z świtu do nocy.

I tylko czasem, pobladła, znużona,

Z mokrą powieką,

Wznosiła swoje mdlejące ramiona

W przestrzeń daleką...

I tylko czasem szepnęła: »Jak ciemno!

Kiedyż zadnieje?«

Walcząc z śmiertelną niemocą daremno,

Tracąc nadzieję...

Ach, ona była, jak tęcza, co ziemię

Jednoczy z niebem...

Była skowronkiem dla wioski, co drzemie,

Dla ducha — chlebem...

I była rosą, co rzeźwi o świcie

Zioła mdlejące...

Była gwiazdeczką, co czuwa w błękicie,

Nim wzejdzie słońce.


Dziś stary cieśla w trumienkę sosnową

Zabija ćwieki

I krzyż zakreśla w powietrzu nad głową

W odjazd daleki...

Ubogi wózek zaskrzypiał na piasku

Samotną drogą,

Przed nim mgła srebrna, a za nim snop blasku —

Więcej nikogo.

Tylko sierotka żegnała go mała

Smutnem wejrzeniem,

Tylko się róża w ogródku rozwiała

Ostatniem tchnieniem...

Tylko jaskółki za trumną leciały,

Szczebiocąc długo...

I tylko tuman wstał cichy i biały

Nad modrą strugą...

  1. Ave — pierwszy wyraz pozdrowienia anielskiego »Zdrowaś Marya...«




uslugi Nasze Mazury To Cud Natury moduł zipp mały magazyn Motoryzacja dom jednorodzinny
dom jednorodzinny
Polskie wodne atrakcje wyjazdów integrac
eurobungee mielno
placowka wypoczynkowa