Poezye wydanie zupełne, krytyczne tom I/Modlitwy wiosenne - Wikiźródła, teksty i materiały źródłowe

Poezye wydanie zupełne, krytyczne tom I/Modlitwy wiosenne

Z Wikiźródeł, repozytorium wolnych materiałów źródłowych
Skocz do: nawigacji, wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Maria Konopnicka
Tytuł Poezye wydanie zupełne, krytyczne
Podtytuł Modlitwy wiosenne
Pochodzenie Poezye wydanie zupełne, krytyczne tom I
Data wydania 1915
Wydawnictwo Nakład Gebethnera i Wolfa.
Drukarz O. Gerbethner i Spółka
Miejsce wydania Warszawa, Lublin, Łódź, Kraków
Link do strony indeksu
XXI. MODLITWY WIOSENNE.
I.

»Ach, skrzydeł ludzkości...«[1]
Niech wolny duch wzleci,
Szeregom stuleci
W krainę światłości
Niech drogę ukaże;
Niech jutrznią oświeci
Narodów ołtarze
I białe sztandary
Pokoju, miłości
Niech w ciszy rozwinie!
Niech czynów ofiary
I wiedzy świątynie
W noc burzy, zawiei,
Jak przystań nadziei,
Dla tłumów otworzy!...
Ach! skrzydeł ludzkości!...
Ach, skrzydeł!... Duch wolny
Niech z wiecznych praw siłą
Ruch życia mozolny
Harmonją zespoli!
Niech z dzielnych dusz woli
Wykrzesze djamenty

I światu, co bryłą
Wystygłą się zdaje,
Przypomni świt boży,
Gdy został poczęty!...
Z przyszłością dni nasze
Niech celem skojarzy,
Niech tchem swym ogrzeje
Zmartwiałe poddasze,
Chleb światła rozkraje
Pomiędzy nędzarzy!
Przez wieki, przez dzieje,
Przez zmroki i świty
Duch wolny niech wieje,
Jak szare to ptaszę,
Co leci w błękity!
Niech życie spaczone
Uzacni, uprości,
Błyskawic koronę
Niech twórczej da sile
I w ziemskim się pyle
Znieważać przestanie!...
Ach, skrzydeł ludzkości!...
Ach, skrzydeł, o Panie!...
Niech wszystko, co silne,
Podniesie swe loty
I ziemia obroty
Niech swoje przynagla!...
A prochy mogilne
I cieniów szeregi
Niech próżno nie ciężą
U piór naszych żagla!
Duch niechaj otchłanie
Potężnym swym ruchem
Wypełni po brzegi!...
Niech prawdy czciciele
Dostojnie zwyciężą;
Niech wszystko, co żywe,

Rozwija się śmiele,
Niech wszystko, co wielkie,
Zostanie odczutem!
Nad znojną prac niwę
W przestrzenie wszechświata
Po rosy kropelkę,
Po siłę miłości
Duch niechaj ulata!...
Ach, skrzydeł ludzkości!

II.

Ty nam, Boże, nie strój ziemi

W kwiatów puchy,

Póki łzami gorącemi

Płaczą duchy;

Póki głos namiętny bije

W Twe niebiosy,

Niechaj ziemia dżdżu nie pije,

Kwiaty — rosy.

Póki siły dusz omdlałe

Giną marnie,

Niech nie kwitną róże białe,

Ani tarnie...

Póki ludzkich nędz miljony

Życie kryje,

Niech się lasów cień zielony

Nie rozwije...

I niech pączki swe drzemiące

Lilja chowa,

Póki głuchych skarg tysiące

Drży bez słowa...

Niechaj słowik oniemieje

Nad dąbrową

I niech pieśń zawiodą dzieje

Hiobową...

Niech strumienie srebrne wieści

Ciszej niosą,

Aż rozbrzmieje krzyk boleści

Z ranną rosą...

Burza płaszcz niech rzuci ciemny

Na błękity,

Aż wybuchnie ból tajemny,

Ból ukryty...

Boże! z ziemi zdejm zasłonę

Oblubieńczą,

Póki duchy znieważone

W pętach jęczą!

Niechaj w czarnym kirze stanie,

Jak sierota,

Gdzie mgła światów przez otchłanie

Wieje złota...

Albo uderz w nią, jak gromem,

Swą prawicą...

Niech ją ognie niewidomem

Zieniem chwycą,

I własnymi swymi żary

Niech wypiecze

Blizny swoje, ból swój stary,

Łzy człowiecze!

Niech tak stanie gorejąca,

Jak wulkany,

I odkryje w blaskach słońca

Swoje rany,

Aż Ty, Boże, dojrzysz przecie

W swym lazurze,

Jakie kwitną dziś na świecie

Krwawe róże!...

Aż ciemnoty zdejmiesz znamię

Z ludów czoła,

Do walk cichych wzbudzisz ramię

Archanioła...

Aż się w ruch potężny wzmogą

Żywe prądy

I zwycięską zdepcą nogą

Nowe lądy...

Aż zakipią oceany

Od serc bicia,

Aż podniesie świat zbratany

Toast życia!

Wtedy, Boże, niech zakwitną

Łąki świeże,

Niech się w zieleń aksamitną

Las ubierze;

Wtedy daj nam na ołtarze

Wieńce nowe

I napoje w wiosny czarze

Brylantowe!

Lecz dziś, gdy łzami krwawemi

Płaczą duchy,

Pocóż, Boże, na tej ziemi

Kwiatów puchy?
III.

W noc wiosenną, w noc majową,
Duch się zrywa i ulata
Ponad nędze i łzy świata,

Archanielską trzyma straż....

Ach! czy znajdzie wielkie słowo
Tajemnicy wszechistnienia?
Czy też konać ma z pragnienia,

Ojcze nasz?...


Gdzież ukoi swą tęsknotę,
Burzą zwątpień wskróś miotany?
Gdzie poniesie lot zbłąkany?

Ty mu, Boże, drogę wskaż!

Bo gdy zgasną blaski złote,
Znużon walką nadaremną,
Zapaść może w otchłań ciemną,

Ojcze nasz!


Ziemia twoja w oceanie
Księżycowych blasków tonie
I w błękitnej mgły osłonie

Patrzy w cichą nocy twarz...

Srebrną zbroję daj jej, Panie,
Co nie gasłaby o świcie,
Do walk długich, jako życie...

Ojcze nasz!


Tęsknot dreszcze, żary ducha,
Szumy lasów, oddech ziemi
Akordami potężnemi

Wtórzą hymnom, które grasz...

O! niech ludzkość je podsłucha!
Niech braterstwo, miłość, zgoda
Kryształowy ton im poda,

Ojcze nasz!...


Niepoczęty, nieskończony,
Dla uśpionych zjawisk bytu
Oddalone punkta świtu

Stawiasz Ty, co wiecznie trwasz!

Cóż ci znaczą lat miljony?
Ale duch się rwie w człowieku:
On chce skrzydłem być dla wieku,

Ojcze nasz!...


Jeśli nie dość dźwiga znoju
Szala Twoja gorejąca,
Rzuć pragnienia dusz tysiąca

I w błękitach świat ten zważ!

Łez, tęsknoty, niepokoju
Damy tyle, tyle, Panie,
Że ta chwiejna waga stanie,

Ojcze nasz!...


W noc tę cichą, w noc tę błogą,
Rozkwieconą, księżycową,
Ponad ziemi sennej głową

Gwiazd Twych chórom śpiewać każ!

Niech marzenia mleczną drogą
W świat ją inny, lepszy wiodą...
Niech odetchnie w nim swobodą,

Ojcze nasz!...


A bezsennych duchów tłumy,
Co prawd wiecznych biegu śledzą,
Tajemniczych głębin wiedzą

W tej srebrzystej ciszy darz!

Niech usłyszą orle szumy
Prącej naprzód, w dal ludzkości...
Niechaj ujrzą świt przyszłości,

Ojcze nasz!
IV.

Nie skowronkom, nie słowikom,

Ty, co stwarzasz maj,

Lecz śpiewakom i lirnikom

Siłę pieśni daj!

Starych mistrzów żywe zdroje

Ledwo starczą już,

By ugasić niepokoje

Gorejących dusz.

Wiosny! wiosny nam dla pieśni!

Niechaj wstanie wieszcz...

Niech nam pierś otrząśnie z pleśni

Wielkich wzruszeń dreszcz!

Niech się zbudzi narodowa

Lira z śmierci snu!

Niech rozdźwięknie wieszcze słowa,

Niech nabierze tchu!

Skrzesz, o Boże! błyskawicę

Płodnych wiosny burz...

Odrodzenia tajemnicę

W pieśni naszej złóż!

Niech, jak zdrój ojczysty, wzbierze

Z naszych łąk i pól...

Niech, jak pszczoła, pyłki świeże

Znosi w wspólny ul!

Niechaj spadną brylantowe,

Urodzajne dżdże,

Niech zapłodnią pieśni nowe,

Niech orzeźwią je!


Dziś, gdy dajesz posłuchanie

Najnędzniejszej z traw,

Czyż wyzujesz ducha, Panie,

Z odrodzenia praw?

Zasłuchana w pieśń przyrody,

Czuję łzy i ból...

Pieją ptacy, szumią wody,

A gdzież jest ich król?

Gdzie potężne owe hasła,

Które budzą lwy?

Gdzie pieśń nasza? — Czy zagasła?

Czy ją tłumią łzy?

Czy już Tobie zbrakło, Panie,

Nieśmiertelnych lir?

Kiedyż dla nas wieszcz powstanie,

Z pieśni zerwie kir?

Gdy wokoło wre i tętni

Życia świeży ruch,

Czyż my tylko siędziem smętni,

Jak wyklęty duch?

Czyż się wszystkie skry wytliły

Piorunowych drgnień?...

Co jesteśmy? — Martwe bryły?

Co jesteśmy? — Cień?...


Panie! dziś przed Tobą stoję,

Dziecko ziemi tej...

Zlej Ty na nią światła zdroje,

Zdroje siły zlej!

Myśli nasze i pragnienia,

Jako struny, zwiąż,

Aż z naszego pokolenia

Wstanie lirnik-mąż!

Dostrój wyżej, wyżej jeszcze,

Duchów naszych ton;

Niech uderzą pieśni wieszcze

W serca, jako dzwon!...

  1. Rückert (P. a.).




tapety Panasonic bagażniki regeneracja turbosprężarek noclegi formy wtryskowe naklejki 24
optyk kraków
chojnice
wyburzenia i rozbiorki
stadnina koni