Poezye wydanie zupełne, krytyczne tom I/Jaskółka - Wikiźródła, teksty i materiały źródłowe

Poezye wydanie zupełne, krytyczne tom I/Jaskółka

Z Wikiźródeł, repozytorium wolnych materiałów źródłowych
Skocz do: nawigacji, wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Maria Konopnicka
Tytuł Poezye wydanie zupełne, krytyczne
Podtytuł Jaskółka
Pochodzenie Poezye wydanie zupełne, krytyczne tom I
Data wydania 1915
Wydawnictwo Nakład Gebethnera i Wolfa.
Drukarz O. Gerbethner i Spółka
Miejsce wydania Warszawa, Lublin, Łódź, Kraków
Link do strony indeksu
XI. JASKÓŁKA.

Z za morza powraca!... Ach, leci tu, leci

Jaskółka pod strzechę, pod naszą...

A cichoż, ty bosa gromadko! sza, dzieci!

Bo krzyki ptaszynę wystraszą...

Ach, śpiesz się dziewczyno, nie splataj warkoczy,

Do strugi, za wioskę bież strzałą;

Nim ptaszka w niej skrzydła czarniawe umoczy,

Ty w wodzie twarzyczkę myj białą.

Jeżeli się uda ten wyścig z jaskółką

I staniesz ty pierwsza u wody,

To słońce przez lato, całując twe czółko,

Smagłością nie przyćmi urody.

Hej, chłopcze tęskniący, śledź bystrem spojrzeniem;

Gdzie ptaszka gniazdeczko uściele,

Tam w późne dosiewki szlij swata z pierścieniem,

A w zapust wyprawiaj wesele!

Ty, młoda gosposiu, wybiegnij z wrzecionem;

Nim w locie się zwinie jaskółka,

Cieniuchną niteczkę pasemkiem srebrzonem

Nawijaj, nawijaj u kółka.

A kiedy jesienią zaświecisz łuczywo

I siędziesz prząść lniane włókienka,

To nitka, jak ptaszek, okręci się żywo,

I równa i mocna i cienka.

Dziadusiu, babusiu, siadajcie u proga

Pod przyzbą, na ławie dębowej;



Niech dla głów siwiutkich uprosi u Boga

Jaskółka ten roczek, ten nowy!

Ach, leci!... ach, leci! Powraca z za morza

Do naszej wioskowej zagrody

I czarnem skrzydełkiem pozdrawia rozdroża

I łąki i pola i wody.


— »Witajcie! tak do was tęskniłam z oddali!
Dziś wracam z piosenką radosną...
Cóż słychać nowego? Czy zdrowi? czy cali?
Czy żyją staruszki, jak jabłoń, zsiwiali?
A Kasie, Maciusie czy rosną?
Ach! cóżto?... te same, jak widzę, kłopoty

I bieda, jak była przed laty!

Na drogach kałuże, wyboje, wywroty,
Podwórka nie strzegą ni drzewa, ni płoty,

I dach się zapada garbaty!

Przez strzechę zmurszałą deszcz w chatę przecieka,

A ściany się krzywią i paczą,

Jak gdyby nie były siedzibą człowieka,
Co ziemię tę potem uprawia od wieka,

Lecz nędzną gospodą tułaczą.

Na twarzach znękanie i niechęć i troski,

Na ustach piosenka niedoli,

A dzieci wzrastają, jak płonne te kłoski,
Na dzikim ugorze zbujałe, wśród wioski

Bez myśli, bez czynu, bez woli.

Stęskniona leciałam przez morza, z nadzieją

Wiosennych błękitów i słońca;

Lecz tutaj błękity nad wioską ciemnieją
I wichry lodowe czatują z zawieją,

Tu zima i zima bez końca!

Och! gdybym ja mogła rozegrzać was pieśnią,

Jak słonko tę rzeczkę pod lodem,

Myśl strząsłaby z siebie, co rdzą jest i pleśnią,
Duch zrzuciłby więzy, co lot jego cieśnią,

I lud-by się zbudził — narodem!«

— »O, spojrzyj! o, spojrzyj! to pierwsza jaskółka

Pod gzymsem w skrzydełka trzepoce...

I w okna zagląda i zwija się w kółka

I o coś się pyta, szczebioce...

Toż wiosna już, wiosna!... Za tydzień, za drugi

Mieć będę z fijołków bukiety...

Czy w polu już sieją?... czy orzą już pługi?«

— »Najdroższa, czytajmy gazety«.


— »O panie! o pani! słoneczko kwietniowe

Przyświeca tak jasno, tak ładnie...

Czyż żaden promyczek na główki, na płowe

Wioskowych pacholąt nie padnie?

Czyż mi tak co wiosna trzepotać napróżno

U okien skrzydłami czarnemi?

I kiedyż wybiegną ptaszynę podróżną

Wieściami powitać dobremi?

I kiedyż gniazdeczko pisklętom uwinę

Pod strzechą szczęśliwą wieśniaczą?

I kiedyż tu światłem ubogą dziecinę,

Jak chryzmem, na życie naznaczą?« —


— »Ach! widzisz, nie mogę dziś słuchać z uwagą;

Myśl moja ucieka z jaskółką

I leci nad wioskę odartą i nagą!

Mój drogi! zajmijmy się szkółką!

Niech biedne te dzieci nie rosną tak dziko,

Wszak kraj do ich czynów ma prawa...«

— »Hm! chłopu nauka, co najmniej ryzyko...

Czytajmy, jeżeliś łaskawa!« —


— »O panie! o pani! za morzem, za sinem,

Plon myśli runieje, dojrzewa...

I słowo tam pada nie dźwiękiem, lecz czynem,

I wzorem, nie radą zagrzewa.

Ach, rzućcie wy w wiosce ziarenka oświaty,

Dostatków maleńkie okruchy,

A wzniosą się czoła ku słońcu, jak kwiaty,

I zbudzą się myśli i duchy!«


— »Najdroższy! chcę wiedzieć, dlaczego z pozoru

Praw równość głosicie człowieka,

A przestrzeń odwieczna od chaty do dworu

Tak zawsze boleśnie daleka?

Dlaczego przed dzieckiem, panienką, paniczem

Zsiwiałą swą głowę odkrywa

Staruszek, piast wiejski, z dostojnem obliczem?

Kto bratnie rozerwał ogniwa?

Kto kraj śmiał zubożyć o siłę bez czynu,

O myśl tę zmąconą, niejasną?

Czyż nie tem, co marnie przepada wśród gminu,

Wymierzać nam niemoc swą własną?

Posłuchaj mnie, drogi! Czyż tyle już trudu,

Czyż tyle mozołu potrzeba,

By światło nauki rozdmuchać dla ludu,

Łaknącym zdrowego dać chleba?« —

— »Co?... Może ja pierwszy mam zbijać wiatraki

Z poczciwym Kiszotem w zawody?

I brudnych pastuszków zmieniwszy na żaki,

Sam gęsi zaganiać od szkody?

A może wziąć książkę i siadłszy na trawie,

Nauczać z niej ludek, jak klecha?

Stąd widzę sąsiadów, jak patrzą ciekawie,

Jak każdy się skrycie uśmiecha...

Być może, iż trudy się takie opłacą,

Gdzie wille, gdzie fermy, szalety;

Lecz chłopu naszemu... jak, po co i na co?...

Daj pokój!... Czytajmy gazety«. —


— O słonko! świeć jaśniej, bo ziemia zakrzepła

Rozbudzić się ze snu nie może...

O, więcej daj światła i więcej daj ciepła

I rosy ożywczej, o Boże!




Części Cpi Super motor 125 odchudzanie blue ocean horoskop producent schodów darmowe rozmowy tanie telefonia ip najtańsze rozmowy
Katalog Stron
dom jednorodzinny
pokoje z internetem
kursy doksztalcajace lebork