[090]
XV. ECHA MAJOWE.
I.
Na gałązce wierzbiny
- Chciałabym się kołysać!
Szarem skrzydłem ptaszyny
- W mgle porannej szlak pisać...
- I chciałabym błękitną
- Niezabudki mieć głowę,
- Lub jak kwiatki, co kwitną,
- Białe, lila, różowe...
Po źródełku, co wzdycha
- Pod olszniakiem cienistym,
Lekka, chyża i cicha,
- Tańczyć w rąbku śnieżystym...
- I snuć nici pajęcze
- W białych palcach na łące —
- I malować je w tęcze,
- Albo w słonko wschodzące...
W modre, mgliste pierścienie
- Rzeczułka się rozpryska...
Ej, chciałażbym ja z blizka
- Zmieszać z wodą me tchnienie...
- I w krwi szybkim obiegu
- Czuć, jak serce bijące
[091]
-
- Pcha te fale do brzegu
- W skręty lekkie, niknące...
Białe, giętkie ramiona,
- Jak ta brzózka szemrząca,
Wznieśćbym chciała stęskniona
- Do srebrnego miesiąca...
- Lub z gałązką chmielową
- Objąć drzewo miłośnie,
- Z przytuloną doń głową
- Marzyć cicho o wiośnie.
Muszka leci i brzęczy,
- Ponad wodą bąk hula...
Niżej maczek zajęczy
- Złote oczki roztula...
- Ej, dałażby mi dola
- Dwa skrzydełka motyle!
- Lecę w łąki — w las — w pola —
- I znów wracam za chwilę...
Z trawką młodą, zieloną
- W chłodnej kąpię się rosie...
W wieczór głowę znużoną
- Tulę miękko we wrzosie...
- I nim oczy odsłonię,
- Nim sen pryśnie ułudny,
- Światła, dźwięki i wonie
- Zwijam w wianek przecudny.
II.
Zaklinam ciebie, o ty ciemny lesie,
- Przez ciszę twoją,
Zaklinam ciebie, niechaj mnie ukoją
- Twe szumy!
[092]
Niechaj jak dziecię rozpłakane, senne
- I trwogą drżące,
Niechaj, jak dziecię, serce bolejące
- Uciszę!...
Tu, jak w świątyni tajnej przyrodzenia,
- Anioł przelata...
Tu, jak w świątyni, dzieli mnie od świata
- Milczenie.
Gibkie kolumny tych dębów i sosen
- Pod niebo dążą,
Gibkie kolumny łączą się i wiążą
- W arkady...
Młoda leszczyna z poszeptem modlitwy
- Uchyla czoła,
Młoda leszczyna uczy drobne zioła
- Pacierza...
I widać ołtarz u góry błękitny
- Przez drżące liście...
I widać ołtarz, gdzie płonie ogniście
- Dnia gwiazda...
Ja spuszczam oczy... Niech szczęśliwi toną
- W obliczu słońca!
Ja spuszczam oczy — źrenica mdlejąca
- Łzy kryje...
I piersią padam na wilgotną ziemię,
- Na mchy zielone,
I piersią padam na zioła zroszone,
- I płaczę...
Strudził mnie uśmiech, przybrany dla ludzi,
- Tu chcę być sobą...
Strudził mnie uśmiech, niezgodny z żałobą
- Mej duszy!
Bogdajem była, jak sosna w gęstwinie,
- Dziko bujała!
Bogdajem była, jako brzoza biała,
- Samotną...
[093]
Bogdajem była, jako głogi leśne,
- Przekwitła marnie!
Bogdajem była, jako leśne tarnie,
- Uwiędła...
O lesie ciemny, niech ja się rozwieję
- W mgły lekkie, sine...
O lesie ciemny, niech ja tak przeminę,
- Jak echo!
I niech nade mną perłami zarosi
- Deszczyk majowy...
I niech nade mną słowiki z dąbrowy
- Zawiodą!...
III.
Senne róże, białe róże,
- Dobrej nocy wam!
Lśni miesiączek na lazurze
- Wskróś srebrzystych lam...
I zaściela białe łoże
- W modrych rąbkach fal
Wodnym liljom na jeziorze,
- Zapatrzonym w dal.
W lekkich mrokach światłość blada
- Budzi smętny dzień...
W fantastyczną tkankę składa
- Wiotkich trawek cień...
Drży czółenko uwiązane,
- Jak niewolna dłoń,
Żeby plusnąć w wody szklane,
- W zwierciadlaną toń...
Duch, co tęskni, duch, co płacze
- W tę majową noc,
W ściany klatki swej kołacze,
- Więzów targa moc...
[094]
Myśl o gwiazdy srebrne trąca,
- Lecąc w inny świat...
Pierś otwiera się milcząca,
- Jak wieczorny kwiat...
Szczęścia, szczęścia, choćby chwilę
- Przelotną wśród burz,
Co skrzydełka ma motyle,
- Znika z brzaskiem zórz...
Choćby tyle, ile rosy
- W polnym kwiecie drży!
Wiosno! ziemio! wy, niebiosy,
- Szczęścia dajcie mi!...
Głos tęsknoty echo budzi
- W drżących listkach drzew...
Cicho!... ciszej! Niech snu ludzi
- Nie zakłóca śpiew...
Mgła się wije po lazurze...
- Ja na fletni gram...
Białe róże, senne róże,
- Dobrej nocy wam!
IV.
W wiosenny dzionek — z najrańszym kwiatem
- Otwarłem oczy:
Rąbek srebrzysty mglił się nad światem,
- Jak sen uroczy...
To była lekka, powiewna, drżąca
- Nocy zasłona,
Biała od blasku gwiazd i miesiąca,
- Rosą sperlona.
Przed majestatem wschodniej purpury
- Spadała w cienie,
Obłękitniając w świeże lazury
- Niebios sklepienie...
[095]
Lekkich obłoczków świetne kaskady
- Trysnęły w górę,
Z zachodu biorąc cień srebrny, blady,
- Z wschodu — purpurę.
W chwilę — poczęty odgłos hosanny
- Tony drżącemi
Spotężniał w organ — i w hymn poranny
- Zbudzonej ziemi.
Chór dźwięczny, świeży, z gardziołek ptaszych
- Płynął w błękity
Nad ciche strzechy sennych chat naszych,
- Nad olszyn szczyty...
Coś, jak modlitwa — rzewna rozmowa —
- Zgodne serc bicie...
Dźwięk pieszczotliwy, jak lube słowa,
- Szeptane skrycie...
Pod czarem pieśni spadła zasłona,
- Z cieniów utkana,
Którą przyroda jest oddzielona
- Od stworzeń Pana. —
Słyszałem tętna ziemi bijące,
- Jak serce młode;
I wypatrzyłem, źródła szumiące
- Skąd biorą wodę...
Przemówił do mnie kwiat odemknięty,
- Zielony listek...
Gwar traw młodzieńczy — szum lasów święty
- Pojąłem wszystek. —
Myśl ma bujała na skrzydłach ważki
- Nad wód zwierciadłem;
Wtedy i piosnkę wesołej ptaszki
- Łatwo odgadłem.
Ach, czemuż, czemu jej nie słyszeli
- Przygięci w trudzie,
[096]
Od troski słabi, od smutku bieli,
- Ubodzy ludzie?...
Wy, co dźwigacie brzemię rozpaczy,
- Bracia biedacy,
Pójdźcie, ja powiem, ta piosnka znaczy:
- »Śpiewaj przy pracy!«
Śpiewaj i chwile umilaj znojne
- Ducha ochotą,
A zejdą z nieba myśli spokojne,
- Skroń ci oplotą...
I nie załamiesz rąk w zniechęceniu
- Nad gorzką dolą;
Śpiewaj, bo piersi zgięte w milczeniu
- Więdną — i bolą...
Łza się uskrzydla i w niebo leci
- Z nutą piosenki —
Aż biednej chaty cienie rozświeci
- Uśmiech jutrzenki.
Pieśń — to jest wstęga błękitna, złota,
- Co jednym końcem
Wiąże człowieka — garść ziemi, błota,
- Z Bogiem i słońcem;
A drugi w cudne łamiąc kontury,
- Węzłem zamyka
Szumiące wody i echa góry
- I pierś słowika.
A wszechświat, jako harfa dźwięcząca,
- Stoi przed Panem...
A wiek po wieku struny potrąca
- Skrzydłem złamanem...
Gdzieś wulkan wojny — gdzieś krwi powodzie,
- Gdzieś jęków echa...
Słuchaj — już milkną... w rannej pogodzie
- Wschód się uśmiecha.
I tylko plamy zostały żrące,
- Jako rdza czarna,
[097]
Aż je wypali dni nowych słońce
- W posiewne ziarna.
Śpiewaj, by głos twój, znalezion w chórze,
- W rachubę wzięto,
Kiedy obchodzić Bóg będzie w górze
- Żniw ducha święto.
Wtedy dośpiewasz tej pieśni słowo
- Wielkie, ostatnie:
»Prawda i wiedza jest nam królową,
- My — duchy bratnie...«
Tymczasem niechaj poranne dźwięki
- Głos twój odbija,
Łąkowych dzwonków, ptasząt piosenki:
- — »Ave Maria!« —
V.
Nie miejże urazy do mnie, słonko moje,
Że ja w blaskach twoich zachmurzona stoję;
Nie miejże urazy, słonko brylantowe,
Że ja mam łzy w oczach i schyloną głowę.
Ty chodzisz po niebie, po błękitnem niebie,
Złote chmurki biją gościniec dla ciebie,
Zorza cię obrzuca różami jasnemi...
Ty chodzisz po niebie, ja — po smutnej ziemi.
Gdy oczy otworzysz, blaski dnia się złocą:
A ja wstałam czarną, bez rozświtu nocą...
Ty wiesz, że gdzie pójdziesz, weźmiesz swe promienie;
Ja, choć wołam: »światła!« niosę z sobą cienie.
Ty kąpiesz swe czoło w jasnym, cichym zdroju,
A ja myśl swą nurzam w falach niepokoju...
Ja rozświecam ciernie, ty rozświecasz róże;
Ty tylko pogodę, ja widziałam burze.
[098]
Droga twoja, słonko, równa, jak pierścionek...
Cicho w morzu tonie kończący się dzionek;
Nie znasz łez tęsknoty, nadziei uśmiechu,
Zachodzisz bez żalu, wschodzisz bez pośpiechu.
Ja znam błędne blaski i zaćmienia ducha...
Wiem, że dziś to odłam przeszłości łańcucha;
Wiem, że jutro wstanie z ścisłością straszliwą,
Wczorajszego siewu niosąc krwawe żniwo...
Więc drżę i na zachód oczy zwracam z trwogą,
I pytam — gdzie idą? czy cienie przemogą
Gasnące te blaski? czy wskrzesną o świcie?
I pragnę ust tchnieniem utrzymać ich życie...
Nie bywasz ty, słonko, w ponurej ciemnicy,
Gdzie nędzny skazaniec zamiera z tęsknicy;
Nie bywasz, słoneczko, w poddaszu ubogiem,
Gdzie ściany wilgotne kostnieją za progiem...
Nie widzisz ty nigdy zbrodni, skrytej w cieniu,
Nie wiesz, co bezsenna noc mówi sumieniu,
I ledwo promyczek pierwszych brzasków blady
Zasłyszy żądz mętnych płomienne narady.
Nie widzisz ty, słonko, z wysokiego nieba,
Jak się sen przedaje za kawałek chleba;
Nie widzisz ty matki schylonego czoła
Nad kolebką dziecka, co próżno jeść woła.
Nie widzisz, jak walczy, upada, zwycięża
Ten młody zapaśnik, co uróść chce w męża...
Nie widzisz ty, słonko, jak myśl gorejąca
Wypala się cicho przy blaskach miesiąca...
Nie widzisz, jak we łzach stoi lilja blada...
Nie widzisz, jak gwiazda zabłąkana spada...
[099]
Nie słyszysz szelestu drżącego oddechu
I nie znasz pragnienia, ni walki, ni grzechu...
Ty królewskie czoło podnosisz w błękity,
Nad świat ten złamany, skłócony, rozbity,
I nie wiesz, ciskając promieni swych słupem,
Że jesteś gromnicą, zatloną nad trupem!...
Więc nie miej urazy do mnie, słonko moje,
Że ja w blaskach twoich zachmurzona stoję;
Nie patrz na mnie z dziwem oczyma złotemi...
Ty chodzisz po niebie, ja — po smutnej ziemi!
|
|