[017]
II.
W pirejskim porcie.
(Galerya otwarta nad morzem. Kilku młodych Ateńczyków, siedząc i leżąc, rozmawia z Atenogenesem sofistą).
CHRYZYP.
-
-
-
- ...O Bogi!
Zabierzcie sobie tego mędrca, który
Tu zmierza...
HEJTON.
-
-
-
- I jego płaszcz, zszyty
Z samych sentencyj...
ANTYKLEJ.
-
-
-
- Przepraszam, są dziury.
HEJTON.
To nic, załata nim dojdzie w pół drogi
Do Stoi.
[018]
CHRYZYP.
-
-
-
- Hymnem na cześć Amfitryty...
HEJTON.
Patrz, patrz, jak stąpa...
CHRYZYP.
-
-
-
- Jak potrząsa brodą...
ANTYKLEJ.
Jak kozioł, kiedy go na ołtarz wiodą.
CHRYZYP.
Przechodzi...
HEJTON.
-
-
-
- Przeszedł...
ANTYKLEJ.
-
-
-
-
- Jak kolka...
CHRYZYP.
-
-
-
-
-
- Jak czkawka...
HEJTON.
I nie uronił ni strzępka, ni skrawka
Z swoich sentencyj.
[019]
TYMON.
-
-
-
- Mój mistrzu! Jak sądzisz,
Kto też najlepiej byt świata tłumaczy
Z tych wielkich dawnych i nowych brodaczy?
ATENOGENES.
Żadnemu nie wierz, a pewno nie zbłądzisz.
Komu tu wierzyć?... O, biedny ty Greku!
Ledwoś na oczy przejrzał, już cię chwyta
Tales z Miletu. Niby Afrodyta
Nauka jego wstaje z morskiej toni...
Ocean rodzi świat. Strzeż cię człowieku!
Oto cię fala wszechobecna goni,
Krztusisz się wodą, tak pełno jej wszędzie.
Jak delfin nozdrza otrząsasz i uszy,
Wilgoć przesiąka do tajnych władz duszy,
Z wszystkiego co jest, co było, co będzie —
Woda się sączy, wzbiera... Wielkie bogi!
W połowie księgi zamokły ci nogi.
Czujesz, jak z boków skrzele ci wyrosły,
Porastasz łuską, pływasz, jesteś wzniosły!...
-
-
-
- (Ogólny śmiech).
— I czegóż wy się śmiejecie?...
-
-
-
- — Nic niema
Nieśmiertelnego na ziemi. I oto
Zjawia się nowe olbrzymie systema,
[020]
Anaksymenes wznosi różczkę złotą,
Ziemię zalaną Talesem osusza.
— Odetchnij — woła. — Powietrze to dusza
Wszechbytu, wszelkiej materyi zarodek.
Dobrze. — Oddycham raz, drugi raz, trzeci,
Czuję, że pełne powietrza mam płuca.
Najlżejszy podmuch chwieje mną, podrzuca,
Nie wiem sam gdzie mam ciężkości środek.
Bogowie! Ciało moje w górę leci
Razem z mądrością, długami i sławą...
Ha! jużbym wolał leżeć gdzie pod ławą.
Chwytam rękami na prawo, na lewo,
Lecz w wiatr się zmienia i kamień i drzewo...
Skrzydła mi z ramion wynikają ptasze,
I wylatuję na stare poddasze.
-
-
-
- (Śmiech).
ANTYKLEJ.
Ażem się zmęczył tą powietrzną jazdą!
TYMON.
A potem mistrzu?
CHRYZYP.
-
-
-
- A cóż? Uwił gniazdo
Jak stary puhacz...
[021]
HEJTON.
-
-
-
- Nie! Jak Kryton stary,
Co przed długami lezie w mysze szpary
I zamieszkuje gdzieś na trzeciej belce
Własnego dachu.
CHARYST.
-
-
-
- Wdzięcznym tobie wielce
Za tę wiadomość.
ANTYKLEJ.
-
-
-
- Zgubiłeś Krytona!
Charyst mu winien koncept.
HEJTON.
-
-
-
- Pierwej skona,
Nim ten dług odda.
CHARYST.
-
-
-
- Gdy nie z twojej głowy
Śpij zdrów, i baw się...
CHRYZYP.
-
-
-
- I bierz się do wdowy.
TYMON.
I cóżeś mistrzu widział na tej wieży?
[022]
ANTYKLEJ.
Ależ to było poddasze, nie wieża.
CHRYZYP.
Mógł widzieć paru ślepych nietoperzy...
Każdy się archont zmienia w nietoperza
I po omacku Atenami włada.
HEJTON.
Toż samo w Sparcie.
CHRYZYP.
-
-
-
- Niech żyje Hellada!
Niech żyją wielkie rządy nietoperza!
-
-
-
- (Po chwili).
Widziałem Hejtona, jak na Komos zmierza...
HEJTON.
Widziałem Chryzypa, jak idzie do Zoi...
ANTYKLEJ.
I Zoję, jak się do Tymona stroi...
TYMON.
Ale co potem?
[023]
CHRYZYP.
-
-
-
- Potem było ciemno.
ATENOGENES.
Zaledwiem wytchnął Anaksymenesa
I pozostałem próżen systematu,
Jak pusty pęcherz, albo pusta kiesa,
Kiedy Heraklit objawił się światu,
Wykurzył dymem wszystkie dawne bogi,
I jako chmura czarna stał nademną.
Potarł krzemieniem o mózg, i rozniecił
Ogromny system, co grzał, a nie świecił.
— Ogień nas rodzi — rzekł. — I wnet przez zęby
Buchać mu zaczął dym gęstemi kłęby,
I tak zaciemnił całe to systema,
Że w niem ni jednej jasnej prawdy niema,
Chociaż prawd ciemnych naliczysz na kopy.
Mówi, ja słucham — gorąco mi w stopy.
Powietrze duszne, zaczyna być parno.
Mądrość mi w głowę wchodzi żagwią czarną,
Żużle się sypią zamiast słów; logika
Pięty mi piecze i w uszach mi syka,
A jako głownia ożogiem popchnięta,
Trzeszczą iskrami sypiąc argumenta.
Dowodzi, dowiódł, — gdy wtem cała praca
Pod niebo leci i pęka jak raca,
[024]
A filozofja spalona na poły
Sypie na Grecyą siarczyste popioły...
Dmucham, chcę stąpić, gdy nagle — niech zginę!
Przez dym spostrzegam Kleona i Frynę...
Szła wznosząc oczy płonące jak drzazgi,
A ja, com pojąć nie mógł Heraklita,
Wnet zrozumiałem zkąd idą Pelazgi,
Jony, Achaje, świat cały... I kwita.
CHRYZYP.
Niech żyje Fryne!
ANTYKLEJ.
-
-
-
- I jasne systemy!
CHRYZYP.
Tymon! Cóż stoisz jak głuchy i niemy?
Patrz, łódź przepływa pod żaglem ze śniegu,
Na maszcie wianek różany. Tu z brzegu,
Czuję, że w łodzi tej płynie bogini.
HEJTON.
Która wyznaje system Heraklita,
I z pocałunków ognia — światy czyni.
[025]
CHRYZYP.
Patrz, jak powiewa jej zasłona biała.
-
- (Widać zbliżającą się łódź. Hejton powstaje i woła).
Ho, Thalasiana!... Ho! ho!...
CHRYZYP.
-
-
-
- Przeleciała,
Jak przelatują nadbrzeżne łabędzie...
TYMON.
-
-
-
- (w zadumie)
I to już wszystko co było? Co będzie?
ANTYKLEJ.
Mój mistrzu przemów, bo Tymon się zmieni
W posąg pytania, bez dłuta Fidiasza.
A już w Atenach dość mamy kamieni.
CHRYZYP.
Więc kiedyś wyszedł z onego poddasza...
[026]
ANTYKLEJ.
I w ogniu ujrzał świat cały widomy...
ATENOGENES.
Tom się rozleciał w drobniuchne atomy,
I nawet była po mnie wielka stypa,
Patrz Demokryta, albo Leucypa.
Przez sto olimpiad wiatr mnie w polu pędził,
Na deszczu moczył, na słońcu mnie wędził,
Zbliżał, oddalał i dzielił, i łączył,
Aż mnie nareszcie...
ANTYKLEJ.
-
-
-
- W kielich wina wsączył.
ATENOGENES.
Jeśli przerywasz, mów sam.
CHRYZYP.
-
-
-
- Mistrzu drogi!
Nie dbaj na ludzkie głupstwo! Grecya słucha...
ANTYKLEJ.
Ho! Dionizos!... Patrz rosną mu rogi!
Obrasta chmielem... Patrz, patrz, w dudkę dmucha...
[027]
TYMON.
Cicho!... wszak ja też łykam gorzką pianę,
Lecz wiem, że kroplę prawdy z niej dostanę.
HEJTON.
Jak mówi Homer...
ANTYKLEJ.
-
-
-
- Nie! Jak Heziod mówi.
HEJTON.
Sto za Homerem przeciw Heziodowi!
ANTYKLEJ.
Sto za Heziodem!
CHRYZYP.
-
-
-
- Do tysiąca gromów
Zewsa!.. To wielka myśl, ten ruch atomów!
Coś, co się samo odpycha, przyciąga,
Rozdziela, łączy, i jądrem jest świata...
HEJTON.
Ostrzegam — Chryzyp Zewsowi urąga!
[028]
ANTYKLEJ.
Chryzyp jest godzien cykuty Sokrata.
ATENOGENES.
Rzekłeś: Sokrata — pochylam więc głowę.
TYMON.
A ja wołania gdzieś słyszę echowe
Nad całą Grecyą... Biada! biada! biada!...
CHRYZYP.
To Pitagoras tablice układa,
I dźwiękiem idzie od sfery do sfery,
Dowiódłszy światu, że dwa a dwa — cztery.
ATENOGENES.
Mędrcy konają, lecz mądrość nie kona.
Sokrates zrodził...
ANTYKLEJ.
-
-
-
- Kritiasa...
[029]
ATENOGENES.
-
-
-
- Platona.
Odtąd świadomi co w chmurach się dzieje,
Grecy zaczęli rozważać ideje,
I obróceni nosami do góry
Lecą w rzymskiego orlątka pazury.
-
-
-
- (do Antykleja)
Co myślisz? Platon mniejszym był tyranem
Niżeli Kritias?
ANTYKLEJ.
-
-
-
- Kto to wiedzieć może...
ATENOGENES.
Ty, bo niedługo mieć będziesz obrożę
Z znakiem Kwirytów. Rzym będzie twym panem.
CHARYST.
Wszystko cokolwiek jest, jest dziełem Bogów.
HEJTON.
Słuchajcie! Oto jest koncept Charysta!
[030]
-
-
-
- (do Chryzypa)
Leć po Krytona!...
CHRYZYP.
-
-
-
- Hej nadstawcie poły!
Kto nie nadstawi poły, nie skorzysta.
Charyst przemówił!...
HEJTON.
-
-
-
- Zaprzęgać tam woły!
Będziemy ciągnąć koncept ten wołami...
ATENOGENES.
Ile, Charyście, dałeś dziś batogów
Twoim helotom?
CHARYST.
-
-
-
- O!...
ATENOGENES.
-
-
-
- Czegóż się zżymasz?
Wszak władzę mówisz sam, od bogów trzymasz.
Możesz bić! Ja ci tylko między nami,
Tak, po przyjaźni powiem jedno słowo:
Z łez niewolników, i z krwi ich, i z potu,
Wieki utworzą, jak z kropelek wody,
[031]
Ogromną, czarną chmurę piorunową,
Która pożarem ogarnie narody.
— Słyszę już odgłos dalekiego grzmotu...
To przyszłość idzie.
-
- (głos przechodzącego z siecią rybaka)
-
- Makrele!... Makrele!...
ATENOGENES.
Ateńczykowie i obywatele!
Przeklinam mądrość ryb, które są — w sieci
-
-
-
- (długie milczenie)
Późno już! Kto do miasta ze mną?
CHRYZYP.
-
-
-
- (wstając)
- Dalej, dzieci!