Na jagody (poemat)
[edytuj] Na jagody
Tuż nad Bugiem, z lewej strony,
Stoi wielki bór zielony.
Noc go kryje skrzydłem kruczem,
Świt otwiera srebrnym kluczem,
A zachodu łuna złota
Zatrzaskuje jasne wrota.
- Nikt wam tego nie opowie,
- Moje panie i panowie,
- Jakie tam ogromne drzewa,
- Ile ptaszyn na nich śpiewa,
Jakie kwiatków cudne rody,
Jakie modre w strugach wody,
Jak dąb w szumach z wichrem gada,
Jakie bajki opowiada!
- Mało komu tam się uda
- Napatrzyć się na te cuda,
- Mało kto w wieczornej ciszy
- Tę borową baśń usłyszy,
- Mało kogo bór przypuści
- Do tajemnych swych czeluści,
- Gdzie się kryją jego dziwy:
- Świat jak z bajki – a prawdziwy!!
- Długo na to czekać trzeba,
- Aż się wicher ukoleba,
- Aż drożyny mech wygładzi,
- Aż nas dzięcioł poprowadzi,
- Aż się w dziuplach pośpią sowy,
- Aż zadrzemie dziad borowy,
- Aż obeschną w trawach rosy,
- Aż utkają dywan wrzosy.
Wtedy – niech się co chce dzieje,
Dalej, dzieci! Idźmy w knieje!
................................................
Żeby tylko, chowaj Boże,
Nie napotkać gdzie ślimaka...
Jak nic drogę zajść nam może,
A to straszny zawadiaka!
- Płaszcz zwinięty ma na grzbiecie,
- Różki stawia na widecie.
- Wali tego cała rota:
- – Raz, dwa, trzy, i marsz, piechota!
A nad nimi lecą osy,
Grają, trąbią wniebogłosy,
Aż się echa w boru gonią...
Nie zaczepiaj, bo pod bronią!
Zaraz brzęk się ozwie krótki,
Do ataku brzęk pobudki,
Zaraz idą na bagnety...
Utnie która?– Gwałtu, rety!
A tam siedzi we fortecy
Pająk, co ma krzyż przez plecy
I krzyżakiem się nazywa:
Bestia sroga a złośliwa!
- Myślisz – nic,, a tu zasadzka:
- Jak nie chwyci cię znienacka,
- Jak nie zwiąże w łyka, w sznury,
- To nie poznasz własnej skóry.
- I choć nic cię nie zaboli,
- Wziętyś, bratku, do niewoli!
- Co krok strachy, co krok trwogi...
- Z wojskiem ciągną marudery
- Gąsienice w poprzek drogi;
A od głównej gdzieś kwatery
Adiutanty złotem świecą,
Na motylich skrzydłach lecą,
Aż im z czubów idzie para:
– Lewo w tył, i – naprzód, wiara!
................................................
Zanim dojdziem, zanim staniem,
Pod borowych szumów graniem,
Nim na roścież, się otworzy
Świat borowy, nasz, a boży,
Posłuchajcie, jak w poranek
Na czernice, na jagody
Szedł do boru mały Janek,
Jakie w boru miał przygody
- Ledwo ranne słonko wstało,
- Patrzcie tylko, już jest w lesie!
- Między sosny idzie śmiało,
- Dwie krobeczki w ręku niesie;
Kapelusik wziął czerwony,
Żeby go się bały wrony,
A choć serce mu kołata,
Nic nie pyta! kawał chwata!
– Na bok, tarnie i wikliny!
Dziś są Mamy imieniny:
Niespodziankę Mamie zrobię,
Jagód zbiorę w krobki obie,
Leśna rosa je obmyje,
Paprociany liść nakryje.
Ciszkiem, chyłkiem po polanie
Wrócę, zanim Mama wstanie,
No, i będzie niespodzianka:
Dar od boru i od Janka!
- A czy jakie zamówienie?...
- Szuka Janek, co ma siły,
- A tu – żeby na nasienie!
- Tak jagódki się pokryły.
- Szuka w prawo, szuka w lewo,
- Między brzozy, między sosny,
- Wreszcie tam, gdzie ścięte drzewo,
- Siadł zmęczony i żałosny.
Na płacz mu się zbiera prawie...
Wtem, gdzie szara ziemi grudka,
Tuż przed sobą ujrzy w trawie
Brodatego Krasnoludka.
Krasnoludek, wszakże wiecie,
To najmniejszy człeczek w świecie
I nie straszy ani trocha,
A nad wszystko dzieci kocha!
Krasnoludek różny bywa:
Jeden Polny – ode żniwa,
Drugi Pszczelny, rządzi ulem,
Ten był – Jagodowym królem.
- Jagodowy król po borze
- Jak po własnym chodzi dworze,
- Mech mu leśny łoże ściele,
- Z wilg i drozdów ma kapelę,
- Gdzie bądź stąpi – kwiaty, zioła
- Pochylają wonne czoła,
- A w największą nawet ciszę
- Trzcina przed nim się kołysze.
- Jagodowy król – pan z pana!
- Szata na nim cudnie tkana,
- Korony zaś nie używa,
- Bo za duża jest i krzywa.
- Lecz i bez niej w jednej chwili
- Obaj z Jankiem się zmówili.
Król zaświstał w orzech pusty.
Wnet szastnęło między chrusty
– Król ma służbę znakomitą,
Wiewióreczki z rudą kitą –
I w skok chyże jego posły
Obie krobki w bór poniosły.
- – To i my idźmy za niemi! –
- Rzekł do Janka król łaskawie.
- Idą, a tu czerń na ziemi:
- Wielkie mrówki pełzną w trawie...
- Ledwie przeszły, pająk srogi
- Kosmatymi stąpa nogi...
Zatrwożył się nasz chłopczyna.
– Nic się nie bój!!– król mu powie..
– Włos nie spadnie ci na głowie!
To jest dobry starowina,
Pierwszy tkacz mojego dworu,
Od sajety i bisioru.
Ten pas, spojrzyj, srebrno-złoty,
Jego właśnie jest roboty...
Te zaś moje pracowniki
Stawią mosty i chodniki.
Krocie tego mamy, krocie!
- A wtem cień ich objął chłodem,
- Weszli w gąszcz, między paprocie,
- Jaś za królem, a król przodem.
Idą, aż tu nowe dziwy!
Krzyknął Janek, podniósł głowy:
Jako w sadzie stoją śliwy,
Tak tu gaj był jagodowy.
A jagody wszędzie wiszą,
Na szypułkach się kołyszą,
- A tak każda pełna soku,
- Że się prawie czerni w oku.
- Zapatrzył się nasz chłopczyna,
- A król podparł boki oba:
- – Tu się państwo me zaczyna;
- Jakże waści się podoba?...
- I pod wąsem się uśmiecha,
- A miał wąsy jako strzecha.
A wtem nagle się ukaże
Dwór królewski. Jak wspaniały!
Dach go kryje srebrnobiały!
Ślimak trzyma przed nim straże,
- A żywiczna cienka ściana
- Świeci słońcem wyzłacana.
- Przede dworem, jak się godzi,
- Królewicze stoją młodzi
I witają pięknie gościa
Oraz ojca Jegomościa.
A na każdym kubrak siny,
Jakby z czarnej jagodziny,
Jasne oczy zmyte rosą,
Krągłe mycki, nogi boso.
Macie w całej tu postaci
Jagodowych siedmiu braci.
- Król nie wyrzekł ani słowa,
- Tylko w róg zatrąbił złoty
I wnet dziatwa Jagodowa
Porwała się do roboty.
Co tam krzyku! Co tam śmiechu!
Co zabawy i pośpiechu!
Na krzewiny, na łodygi
Pną się, lezą na wyścigi,
Na wyścigi, na wyprzody
Najpiękniejsze rwą jagody.
I tak prawie w jednej chwili
Całą krobkę napełnili,
Którą wiewióreczki-posły
W skok po czubach drzew przyniosły.
- – Popłyniemy teraz dalej,
- Gdzie borówek jest kraina! –
- Królewicze rzekną mali. –
- W imię Ojca, Ducha, Syna,
- Chlust na wodę! Szust po fali!
- Tęga łódka – drzewna kora,
- Setny żagiel – liść z jawora...
Nie potrzeba nam i wiosła,
Sama struga będzie niosła,
Nie potrzeba i sternika,
Powiedzie nas kaczka dzika!
Szumią trzciny, tataraki,
Modra ważka cicho leci...
Pyta żabka: – Kto tam taki?
– Jagodowe płyną dzieci!
- Poza strugą, poza wodą
- Jazda wierzchem przez burzany!
- Cztery konie z stajni wiodą,
- Każdy rumak zawołany.
- Dosiadają oklep grzbieta
- I – hop cwałem!!... Heta! Heta!
Na bok, trawy i paprocie,
Bo stratujem wszystko w locie!
Umykajcie, tarnie, głogi,
Jaszczureczki, na bok z drogi!
Leci tętent przez pustosze,
Aż się echo niesie w ciszy...
Pędzą! Któż by odgadł, proszę,
Że wierzchowce – leśne myszy?
Co to jeszcze z tego będzie!
W Janku aż się śmieje dusza,
Ledwie że nie zgubił w pędzie
Czerwonego kapelusza.
- A wtem – prrrr! – zakrzykną społem
- I wstrzymują konie rącze.
- Patrzą – siedzą panny kołem,
- (Powój się nad nimi plącze).
- Każda białą sukieneczkę
- I czerwoną ma czapeczkę,
- Każda warkoczyki złote,
- Każda w ręku ma robotę
- I to samo pilnie czyni,
- Co i pani Ochmistrzyni.
- Szastną chłopcy ukłon żwawo,
- Oczy w lewo, nosy w prawo,
- Jak przystoi dla honoru
- Młodzi wychowanej w boru.
- A najstarszy śmiało powie:
- – Prezentuję was, panowie:
- To jest gość nasz, mały Janek,
- To – pięć panien Borówczanek.
I od słowa wnet do słowa
Potoczyła się rozmowa:
Jako panny są sierotki
Na opiece swojej ciotki,
Imci pani Borówczyny;
Jakie w boru są nowiny,
Jak się czyżyk czubi z żoną,
Jak jastrzębia powieszono,
Co wybierał drozdom dzieci,
Jakie dudek stroi psoty,
Jak tu miesiąc nocą świeci,
Jako pannom promień złoty
Powyzłacał nocą włosy,
Jak się myją w kroplach rosy,
Jak im brzózki suknie tkały,
Srebrnej kory dodawały,
Jak pończoszki te zielone
Na igliwiu są robione,
Jak biedronki mód nie znają
I w kropeczki suknie mają,
Jako jednej pannie Basia,
Drugiej Julka, trzeciej Kasia,
Czwartej Zosia, piątej Hania,
Jak je słowik uczy grania...
Wtem kiwnęły wszystkie główki,
Piękny dyg – i frrr....w borówki.
- Nie minęła jeszcze chwila
- Na zegarku u motyla,
- Nakręconym jak należy,
- Podług złotej słońca wieży,
- Kiedy panny już zebrały
- Słodkich jagód koszyk cały.
Wnet dla pani Borówczyny
Niosą hamak z pajęczyny
I związawszy u lebiody
Nuż kołysać się w zawody!
Jak zabawa, to zabawa!
Choć kto spadnie, miękka trawa.
Jagodowi królewicze
Poszli z piasku kręcić bicze,
Hania gospodarzy z ciotką,
Pcha co siły hamak Basia,
A zaś Julka, Zosia, Kasia
Przyśpiewują piosnkę słodką.
- Wtem ich ciotki głos doleci:
- – Panny!! Panny!... Dzieci! Dzieci!...
- Pójdźcie podjeść, czym bór darzy,
- Hania dzisiaj gospodarzy!
- Biegną; każdy się sadowi,
- Idzie Hania z ciemną rzęsą.
- Królewicze Jagodowi
- Jedzą, aż się uszy trzęsą...
- Imci pani Borówczyna
- Niesie półmich wprost z komina,
- Przy niej służba nieustanna:
- To ta panna; to ta panna...
- Śmiech i wrzawa! Lecą głosy:
- „A sio, osy! A sio, bąki!”
- A już trawy pełne rosy,
- Już liliowe dzwonią dzwonki...
- Zza gór kędyś i zza morza
- Wieczorowa idzie zorza.
Więc się chłopcy porwą z ziemi:
– Dziękujemy za gościnę! –
Nożętami – szast – bosemi,
I wio, na wóz – na drabinę!
Parskną konie, zarżą sobie
(Garniec owsa miały w żłobie)
I wyciągną kłus tak tęgi,
Aż lejc trzeszczy i popręgi!
- Jakby z wiatrem pędzi bryka...
- Janek trzyma się koszyka,
- Inni, jako który może,
- W drabkach stoją na rozworze.
- Jeszcze nie zabłysły gwiazdy,
- Jeszcze zachód gra nad borem,
- Kiedy z tej szalonej jazdy
- Przed królewskim wytchli dworem.
- Król im przeciw wyszedł stary,
- Miły uśmiech lśni z oblicza.
- – A prrr.... gniady! A prrr... kary!
- Ognia z pakuł! Pif, paf z bicza!
Przecknął Janek na trzask bata:
– Co to było!! Jak to było?
Znikła króla srebrna chata...
Czyżby mu się tylko śniło?
Czyżby przespał tyle czasu
Na sosnowym pniu wśród lasu?
– Gdzież tam!! Wszakże jakby żywą
Widzi króla brodę siwą,
Królewicze na bosaka,
Hanię, co ma z róż buziaka,
Cztery konie, wóz w drabiny,
Czepiec pani Borówczyny,
Słyszy śmiechy i okrzyki,
Słyszy nawet turkot bryki!
A tu wkoło nic – ni śladu....
Przypomina Janek sobie...
Dziwy, dziwy mu się roją,
Ani sposób dojść do ładu...
A wtem spojrzy – krobki obie
Pełne jagód przy nim stoją.
- Wrócił, cicho stanął w progu,
- Mama śpi?– To chwała Bogu!
- Złotych jaskrów narwał w dzbanek,
- Kwieciem potrząsł obrus biały,
A tuż obok filiżanek
Dwie krobeczki jagód stały.
Zaś napisał na arkuszu:
„Mojej Mamie zdrowia życzę!”
Nad tym, pełen animuszu,
Wymalował królewicze,
A zaś niżej jak róż wianek
Dał pięć panien Borówczanek.
Jak się Mama ucieszyła,
Jak wyborna kawa była,
Jak jagody zaraz dano
Z miałkim cukrem i śmietaną,
Jak się wszyscy – starzy, mali,
Królewiczom dziwowali,
Jak dom cały kręcąc głową
Stał przed panien tych obrazem,
O tym chyba książkę nową
Napiszę wam innym razem!
ciekawe filcowanie obornicki szkoły Old Bahama Bay Hotel salon kosmetyczny gliwice ciekawe
algy_riddle9
Bałtyckie domki są dla wypoczynku i impr
pluczkowy lubin
piotrkow lomza
